7 września 2017

Jesień. Płyta Leskiego .splot przypomina mi zeszłojesienne wtorkowe popołudnia na jodze. Connie Conway otula, gdy siorbię herbatę pod kocykiem. Od września do lutego uzupełniam jej zapas w organizmie na cały rok. W pracy pachnie ciasto marchewkowe. Zaraz pierwsze figi, już są dynie. Dobrze mi pod tą kołderką deszczu. Wreszcie mogę nosić moją czerwoną pozytywną czapkę. Ciepło pomieszczeń i ciepło ludzkie. Świeczka o zapachu lilii przypomina o czasach mieszkania na Bródnie, które to czasy wspominam z sentymentem. Zaraz trzeci rok w tym pędzącym mieście. Teraz biegnę razem z nim. A kiedy trzeba, zatrzymuję się. I ono też się czasami zatrzymuje. Kiedy idziesz wieczorem pustymi ulicami jest ono niewątpliwie zatrzymane.

„Kenopsia – niesamowitość miejsca, które jest na ogół pełne ludzi, a teraz jest ciche i puste. Szkolny korytarz wieczorem, opustoszałe biuro w weekend, pusty plac po wyjeździe wesołego miasteczka. Emocjonalny powidok tłumu, który sprawia, że to miejsce nie jest po prostu puste, ale ultra-puste,  jakby nie było tam zwykłe zero, ale ujemna liczba ludzi. Ich nieobecność, która rzuca się w oczy, świeci jaskrawo, jak neon.”

(źródło: http://myslnikstankiewicza.pl/slownik-nieoczywistych-smutkow/)

Jutro Praga, musi tam być teraz pięknie i melancholijnie. Sarny już nie umierają, a proces został zakończony. Klisza założona, lektura wybrana. Teraz tylko trzeba kupić sweter i płaszcz na deszcz. Ahoj.

2017-09-07 11.15.08 1.jpg

Reklamy

21 sierpnia 2017, leniwy czwartek

Poczułam nagły impuls, żeby tu napisać. Życie jednak zaskakuje. Przez długi czas wzburzone i pełne niepokoju, nagle zatrzymuje się i mówi, że już wszystko dobrze. Cały czas czegoś szukam i próbuję zdefiniować siebie, swoje zainteresowania, to, kim jestem, ale chyba jak narazie nie umiem, trzeba patrzeć uważnie, na siebie też. Zapowiada się pracowita jesień, co do której mam jednak wyjątkowo dobre przeczucia.

Mazury są magiczne. Całe dni mijały nam na graniu w scrabble, rozwiązywaniu krzyżówek, czytaniu i jedzeniu pysznego jedzenia. Mądre rozmowy i  niemądre wygłupy. Oglądanie spadających gwiazd na pomoście. Bliskość z naturą. Kiedy jeździłyśmy popatrzeć jak M. jeździ konno, poznałam pana Zbyszka, który zajmuje się owym przybytkiem i jakoś mnie ten człowiek zaciekawił. Niczego nie komplikował i czuć było, że cieszy się tym, co jest, tym, jak minął dzień, tym, że przyjechaliśmy. Prostota życia w najlepszym jej wydaniu.

Przemili ludzie. Cieszę się, że są w moim życiu dziewczyny, z którymi połączyły mnie studia. To wyjątkowa znajomość, bo mimo wielu różnic, tylko z nimi mogę tak rozmawiać. I któż, jak nie one, zrozumie nasze polonistyczne rozterki, dotyczące na przykład policzalności brokułów. Z kim, jak nie z nimi, będę układać białe wiersze z haseł ułożonych w scrabble’ach i wymyślać nazwy miejscowości do naszych przyszłych powieści (Utopisze i Gildobiedy wygrały plebiscyt).

Z ekscytacją czekałam na wywołanie tej kliszy, którą pomógł mi z litości założyć  pan siedzący obok nas w barze. Wreszcie zaopatrzyłam się we własnego analoga.

AA017AA018AA020AA023AA024AA027

Z niemniejszą ekscytacją przeczytałam Pociąg linii M Patti Smith. Już po kilku pierwszych stronach poczułam, że tęskniłam za jej pisaniną. Chciałabym umieć opisywać zdarzenia z taką lekkością. W jej opowieści czuć spokój, mimo że nie zawsze spokojnie bywa. Zawsze budzi we mnie marzenie odbycia jakiejś niesamowitej podróży i rzucenia codzienności chociaż na kilka tygodni. Mam wrażenie, że chociaż Patti osiągnęła tak wiele, wciąż pozostała tą samą dziewczyną, która pewnego dnia spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła do NY. Otwarcie opisuje swoje słabości i lęki. I skoro nawet Patti nie pamięta treści książek, które przeczytała, to jest dla mnie nadzieja!

„Patrzę dziś na okładki takich książek, a ich treść pozostaje dla mnie tajemnicą, do której rozwiązania nie potrafię się zmusić. Są książki, które kochałam i w kótrych świecie żyłam, ale nie potrafię ich sobie przypomnieć”.

A to jedno z moich ulubionych podkreśleń:

„Wierzę w ruch. Wierzę w ten niefrasobliwy balon – w świat. Wierzę w północ i południową godzinę. W co jeszcze? Czasami we wszystko. A czasami w nic. To się zmienia niczym migocące nad stawem światło. Wierzę w życie, które pewnego dnia wszyscy stracimy”.

Mało jest książek, które wpłynęłyby na mnie tak, żebym rozpamiętywała je później przez długi czas. To arcydzieło totalne może wciąż jeszcze przede mną. Ale Pociąg linii M to książka, do której wrócę z całkowitą pewnością, bo cała ta opowieść to jedna wielka magia. Czasami trudno mi uwierzyć, że to wszystko naprawdę się zdarzyło i to całkiem niedawno. Nie wspomnę już o masie inspiracji w postaci książek, piosenek i miejsc, o których pisze Patti.

8 marca 2017

 

Od 10 grudnia zbieram się, żeby coś tu napisać. Za każdym razem, kiedy pojawia się myśl, żeby oznajmić, że żyję, życie mnie woła i myśl szybko znika.

Z dobrych wieści – idzie wiosna, staję się istotą społeczną i efektywnie ograniczam czas spędzany z nosem w telefonie i komputerze. Nie mogę się doczekać ciepłych wieczorów nad Wisłą, słońca do 20 i ogólnego odszarzenia społeczeństwa.

Chciałabym nauczyć się uważności. Ba, kiedyś umiałam! Potrafiłam czytać książkę przez cały dzień, dopóki jej nie skończyłam. Teraz muszę się ostro pilnować, żeby po paru stronach nie poddać się jakiemuś rozpraszaczowi. Za dużo bodźców dookoła. Łapię się na tym, że wypełniam różne obowiązki tylko po to, żeby je odbębnić, zamiast próbować jak najwięcej się dzięki nim nauczyć. Szybko zapominam, co przeczytałam, informacje przeciekają mi przez palce. Chyba pora zacząć spisywać wrażenia z lektur i filmów tak jak robił to Jacek Łukasiewicz w książce „Kąt widzenia. Notatki literackie”. Swoją drogą pięknie wydana, a że jestem człowiekiem, który potrafi kupić książkę dla okładki (tak…), sprawiłam sobie prezent.

Korzystając z okazji, że zasiadam do zakończenia tego wpisu dopiero dziś, 8 marca, chcę Wam dziewuszki życzyć wewnętrznej siły. Nie ma jednego wzorca kobiecości, dlatego życzę Wam, żeby każda odnalazła swój i czuła się w nim jak najlepiej. Żebyśmy potrafiły dbać o siebie nawzajem i o siebie same. Żebyśmy były silne.

 

jeśli urodziłaś się

tak słaba by upaść

urodziłaś się

tak silna by wstać

-rupi kaur

Uściski, S.

10 grudnia 2016

Jeju, gdzie się podział 2016? Mam taki żywy obraz zeszłego grudnia, jak gdyby to było wczoraj. Pamiętam jaka byłam podłamana. Nie umiałam się zaklimatyzować w nowym mieście, nie miałam z kim szczerze porozmawiać, każdy żył we własnym świecie, znajomi byli znajomymi, nie kimś bliskim. Brak ludzi jest okropny, nie polecam. Na szczęście ten rok przyniósł mi nowe znajomości, jest ich mało, ale są szczere i prawdziwe. Dopiero 10 grudnia, a ja piszę już coś na kształt podsumowania, ale pewnie później i tak nie będę miała na to czasu. No, w każdym razie, całkiem sporo się nauczyłam.

Na przykład tego, że każdy kogo znamy, ma jakieś przeżycia, o których nic nie wiemy. Ba, to całkiem oczywiste, a mimo to, wciąż tak łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Każdy kreuje taki obraz siebie, jaki chce, żeby ludzie widzieli. Bo tak jest prościej. Warto pamiętać, zanim się kogoś oceni, że są przeróżne powody po temu, żeby o czymś mówić lub nie mówić. Zresztą, coraz bardziej jesteśmy na siebie obojętni, więc nie dziwię się, że nosimy te gombrowiczowskie gęby.

Za oknem deszcz i ciepłe powietrze, wspominam na wypadek, gdyby ktoś nie obejrzał prognozy. Miło chodzi się po mieście z muzyką w uszach, która tworzy klimatyczne tło do padającego deszczu i miasta rozświetlonego przez neony i świąteczne światełka.

Dział kultura – brak nowości książkowych, czytam na uczelnię wszystko naraz i nie mam przez to czasu delektować się lekturą. Muzyka – świąteczne piosenki, czego Wam oszczędzę. Film – kończę jeden od miesiąca. Pustki.

19 listopada 2016

 

aaa003aIMG_4644.JPGStudia każdego dnia uświadamiają mi jak wiele chciałabym się jeszcze nauczyć, jak mało jeszcze wiem. Można się w tym dążeniu do wiedzy pogubić i sfrustrować. Bo chciałoby się zrobić wszystko, przeczytać wszystko. Niestety, nie da się. Przynajmniej nie kiedy jest się mną. Wtedy analizuje się powoli, a dobre odpowiedzi przychodzą nawet po kilku dniach. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Chciałabym zgłębiać powoli i dokładnie, nie szybko i bylejak. Powoli iść do celu, a najpierw w ogóle ten cel znaleźć. I czerpać przyjemność z samej drogi. Są takie rzadkie momenty, gdy na chwilę się zatrzymuję i stwierdzam, że tak naprawdę nie wiem gdzie idę.

Ludzie strasznie kłapią dziobami, bezsensownie. Przez telefon, w autobusie.”O nie, przepłaciłam za te chusteczki, o nie, ziemniaki się zepsuły, o nie, nie wstawiłam prania”. I cała reszta musi tego słuchać. Strasznie mieć mizofonię.

Żeby nie było tak przygnębiająco – przeczytałam Śmierć pięknych saren. Oto moje ulubione fragmenty:

„Dopiero słońce przywróciło nam dobry humor. Można powiedzieć, że słońce jest często wielką żółtą pigułką od niebiańskich psychiatrów, która rozpędza smutek i wytwarza różowy nastrój. Słońce działa niekiedy skuteczniej niż szwajcarskie proszki noveril czy amerykański aventyl HCl. Słońce jest także żółtym ręcznikiem frotte, który nas samoczynnie wyciera do sucha. Słońce również dostaje się nam do krwi, by ogrzać nasze serca, kiedy są zimne jak psi nochal.”

„Do pasji mnie doprowadzało, kiedy ktoś trajkotał o rzeczach bzdurnych i nieważnych w otoczeniu przyrody, która mówiła jasnym i prostym językiem jedynie o pięknie, miłości, nienawiści, żywieniu się i umieraniu. Jak gdyby to, co nieistotne, ktoś z przyrody wykreślił.”

 

 

31 października 2016

Już jutro listopad. Dawno czas nie mijał mi tak szybko. Ten długi weekend to moje pierwsze wolne dni od miesiąca. Dopiero teraz, kiedy mam czas położyć się  i nic nie robić, czuję jaka jestem zmęczona. Miałam tak nie pędzić. Marzenia vs „dorosłość”.

Wczoraj przyjechałam do domu. Pierwszy raz odkąd zdechł mój pies. Kurczę, jak tu pusto! Jak smutno. Ma człowiek wrażenie, że zaraz mu się futrzak zaplącze pod nogami, a tu nic. Po 11 latach ciężko przywyknąć. Jakiś dziwny ten miesiąc.

Wczoraj kino. Ostatnia rodzina. Wcześniej niezbyt interesowałam się Beksińskimi, więc nie wiem jak oceniać autentyzm historii. Dobre jest w takich filmach to, że skłaniają do tego, żeby się tematem zainteresować, więc poczytam. Sam film bardzo mi się podobał, świetnie zagrany.

Lubię pierwszy dzień nowego miesiąca, taka czysta karta. Listopad kojarzy mi się z zimnem i ciemnością, z których jednak nic sobie nie robisz, bo w środku jest ci zupełnie ciepło. I nawet na spacer możesz iść. Co prawda wyglądasz jak ludzik michelin, ale kto by się tam przejmował! Te wszystkie kocyki,  kaweczki i świeczuszki też są, ale nie wygląda to tak ładnie jak na tumblerze, bo zmęczenie, bo nauka, bo brak czasu.

Mam szczerą ochotę bywać tu częściej.

Pa

Sylwia

16 października 2016

Czy wypada mówić o wakacjach, podczas których pogoda była mocno jesienna i to w dodatku teraz, w październiku, kiedy mamy już coś na kształt przedzimia? Nie jestem pewna, ale wkleję chociaż zdjęcia.

Pierwszy raz od bardzo dawna mam w życiu taki czas, że, nomen omen, czasu mi brakuje. Może to i dobrze, bo przynajmniej człowiek nie myśli o zmartwieniach.

Miło wrócić na studia, pić ciepłą kawę w mroźne poranki i kupować nowe książki. Na liście lektur na najbliższy (yhm) czas: Śmierć pięknych saren (Ota Pavel), Pociąg linii M (Patti Smith) i nowy numer Zwykłego Życia. Bardzo się cieszę na te lektury. A teraz czas nadrobić piątkową audycję Moniki Brodki w trójce.

Do napisania

S.

img_4427img_4445img_4471img_4495img_4516img_4533img_4550img_4560img_4569img_4591img_4593

2 września 2016

To chyba moja trzecia klisza w tym roku, a frajda wciąż ta sama.

Od niedawna gorąco, chociaż już jesiennie, lada chwila będziemy nosić płaszcze i szale. Funduję sobie powrót do dzieciństwa, czytając od nowa Jeżycjadę. Ciepło tej serii zawsze tak samo podnosi mnie na duchu. Nigdy nie śmieję się przy książkach tak, jak przy Jeżycjadzie, nie mówiąc już o wzruszeniach. Taka prostota i siła rodziny, bliskich – zdaje się, że dziś już prawie zapomniana.

AAA008AAAA013AAAA016AAAA020AAAA023AAAA024AAAA022A

5 sierpnia 2016

IMG_4343.JPG

Nie ma lata bez nowego filmu Woody’ego Allena. Nie ma filmu Woody’ego Allena bez żydowskich żarcików, Nowego Jorku i jazzu. Lekka komedia na wakacyjny wieczór.

Sierpień, jak zresztą każdy inny miesiąc w Warszawie, to nieustająca przeprawa przez labirynt. Trzeba wiedzieć gdzie skręcić, żeby po raz dziesiąty tego miesiąca nie zostać „zaatakowanym”przez osobę z teczką zbierającą podpisy/pieniądze/twoje opinie na temat palących problemów tego świata (niepotrzebne skreślić). Nie można odwracać się na problemy innych, wciąż się tego uczę. Wolę jednak pomóc niewidomemu, czy starszej pani w metrze, niż ciągle czuć presję, że powinnam dać pieniędze osobie, która codziennie stoi w tym samym miejscu i codziennie chce od ciebie tego samego. Łatwo taką osobę wyminąć i pójść dalej, ale ominięcie kogoś, kto zasłabł lub wyraźnie sobie z czymś nie radzi już takie łatwe nie jest. Powoduje niepokój. Myślisz o tym co się stało, czy ten ktoś ma się lepiej, masz po prostu wyrzuty sumienia. Wobec takich sytuacji nie chcę być obojętna, a niestety bywam. Trzeba z tym walczyć.

Z ekscytujących nowości: zaraz jesień. Coraz wcześniej ciemno, chłodne wieczory. Osiedlowy klub ławkowy jakoś rzadziej gromadzi się pod oknem, a w powietrzu wisi zapach dżemu wiśniowego. Dziwne to – mieć wakacje jeszcze przez miesiąc, miesiąc, w którym liście spadają z drzew.

16 lipca 2016, sobota lub każdy inny dzień tygodnia

IMG_3819IMG_3823IMG_4003IMG_4041IMG_4053IMG_4067Od ostatniego wpisu minęło już ze dwa miesiące. Zdążyło się zrobić całkiem jesiennie, mimo że mamy dopiero (już!) lipiec. Przeżyłam pierwszy rok studiów, zdałam sesję, a przy okazji straciłam połączenie z rzeczywistością. Idealna wymówka – zaprzestałam jakiejkolwiek aktywności fizycznej, jadłam co popadnie, piłam nieprzyzwoite ilości kawy i zaznałam nieprzyzwoicie małej ilości snu. Więcej grzechów nie pamiętam.
A teraz życie toczy się dalej. Nagle tak powoli. Ciężko się przestawić i nie popaść w typowe wakacyjne rozmemłanie. To ten moment, gdy człowiek jeszcze nie czuje się dorosły, ale rzeczywistość zdaje się mówić co innego.
Plusy: mam czas na normalne czytanki. I filmy. I seriale.

Agnieszka Osiecka swoimi dziennikami przypomniała mi, jak to jest być trzynastoletnią dziewczynką. Do tego trochę starych zdjęć, porządki w domowych szafkach i voila, powrót do przeszłości.

Nawet zdjęć jakoś dziś dużo, jak na dotychczasowe standardy tego bloga.

IMG_4163IMG_4148