19 listopada 2016

 

aaa003aIMG_4644.JPGStudia każdego dnia uświadamiają mi jak wiele chciałabym się jeszcze nauczyć, jak mało jeszcze wiem. Można się w tym dążeniu do wiedzy pogubić i sfrustrować. Bo chciałoby się zrobić wszystko, przeczytać wszystko. Niestety, nie da się. Przynajmniej nie kiedy jest się mną. Wtedy analizuje się powoli, a dobre odpowiedzi przychodzą nawet po kilku dniach. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Chciałabym zgłębiać powoli i dokładnie, nie szybko i bylejak. Powoli iść do celu, a najpierw w ogóle ten cel znaleźć. I czerpać przyjemność z samej drogi. Są takie rzadkie momenty, gdy na chwilę się zatrzymuję i stwierdzam, że tak naprawdę nie wiem gdzie idę.

Ludzie strasznie kłapią dziobami, bezsensownie. Przez telefon, w autobusie.”O nie, przepłaciłam za te chusteczki, o nie, ziemniaki się zepsuły, o nie, nie wstawiłam prania”. I cała reszta musi tego słuchać. Strasznie mieć mizofonię.

Żeby nie było tak przygnębiająco – przeczytałam Śmierć pięknych saren. Oto moje ulubione fragmenty:

„Dopiero słońce przywróciło nam dobry humor. Można powiedzieć, że słońce jest często wielką żółtą pigułką od niebiańskich psychiatrów, która rozpędza smutek i wytwarza różowy nastrój. Słońce działa niekiedy skuteczniej niż szwajcarskie proszki noveril czy amerykański aventyl HCl. Słońce jest także żółtym ręcznikiem frotte, który nas samoczynnie wyciera do sucha. Słońce również dostaje się nam do krwi, by ogrzać nasze serca, kiedy są zimne jak psi nochal.”

„Do pasji mnie doprowadzało, kiedy ktoś trajkotał o rzeczach bzdurnych i nieważnych w otoczeniu przyrody, która mówiła jasnym i prostym językiem jedynie o pięknie, miłości, nienawiści, żywieniu się i umieraniu. Jak gdyby to, co nieistotne, ktoś z przyrody wykreślił.”

 

 

Reklamy